Wiersze Hyesima Chingaka (1178–1234)

Hyesim Chingak (1178–1234) – jeden z najwybitniejszych mistrzów sŏn, najbliższy uczeń i następca Pojo Chinula. Całe życie był związany z klasztorem Songgwangsa, w którym przez ostatnie dwadzieścia cztery lata był mistrzem sŏn. W znaczącym stopniu rozwinął praktykę hwadu. Jego największym dziełem był opublikowany w 1226 roku pierwszy w Korei zbiór konganów Sŏnmun yŏmsong chip (zawiera 1463 kongany). Pisząc wiersze używał pseudonimu Muŭija, dosł. „mnich bez odzienia”. Był autorytetem nie tylko dla wyznawców sŏn, lecz także dla osób należących do szkół doktrynalnych (kyo).
Hyesim uważał, że oświecenie nie jest zależne od płci, statusu społecznego czy nawet ordynacji. Jako pierwszy ważny mistrz koreański dopuszczał kobiety – zarówno mniszki, jak i kobiety świeckie – do udziału w odosobnieniach.



Staw

Staw leży blisko bambusów,
Jego lustro zawsze otwiera się przed moimi oczami.
Do góry nogami tysiąc łodyg z zielonego jadeitu,
Zatopione w kole, bezgraniczne, błękitne niebo.


Śpiew uspokajający umysł

Lata mijają szybko wraz z płynącym czasem.
Spójrz, jak moja głowa postarzała się i przypomina śnieg.
Jeśli nawet to ciało nie jest tak naprawdę moje,
Czego poszukiwać poza tym ciałem?


Dla ogrodnika, który poprosił o wiersz

Słyszałem o mnichu, który rozbił bryłę ziemi
I za jednym zamachem zniszczył trzy tysiące światów.
Ponieważ na pewno potrafisz posługiwać się motyką,
Z łatwością staniesz się oświecony.


Szlachetny bambus

Uwielbiam ten szlachetny bambus,
Tak nieporuszony przez zimno i ciepło.
Na mrozie, z wytrzymałymi stawami,
Cały dzień utrzymuje puste serce.
W świetle księżyca rzuca czysty cień,
W powiewie wiatru śle czysty dźwięk.
Wychudzony, dźwigający śnieg,
To prawdziwy obraz braterstwa.


Napisane dla Choibu, który zapytał o Dharmę

W lustrze – czyj obraz widzisz?
W dolinie – słyszymy własny głos.
Jeśli widzimy, słyszymy i nie wątpimy,
Wtedy prawdziwa droga zawsze będzie dostępna.


Słuchanie fletu w Jowol-am

Scena z mnóstwem ośnieżonych szczytów,
Dźwięk wiejskiego fletu, pachnący wiosną.
W oddaleniu, myślę o tych wszystkich śliwach i brzoskwiniach,
Tyle bieli, tyle czerwieni, wszystkie kwitną.


Życie w odosobnieniu

Moim udziałem jest cieszenie się górą,
Patrzenie na górę jest naprawdę ożywcze.
Zieleń w moich oczach sprawia, że jest czysta,
A w mojej piersi nie ma kurzu.
Cicho uśmiecham się do ruchliwych chmur,
Bezczynnie zapraszając księżyc – mojego sąsiada.
Pośpiech, pogoń za zyskiem i sławą,
Pospiesz się, któż to może być?
Niebo jest moją zasłoną, ziemia jest moim łożem,
Skały to moja ściana, góry to mój parawan.
Mając tak niewiele do zrobienia, ciało czuje się swobodnie,
W tym spokojnym schronieniu mój umysł jest cichy.
Moje włosy rywalizują z białymi chmurami,
Moje oczy konkurują z zielonymi wzgórzami.


Dopasowane do wcześniejszego wiersza, ofiarowane Czcigodnemu Yeonsinowi

Pierwotnie nie ma nazwy ani formy,
Po co zmuszać je, by do siebie pasowały?
Z szyi żurawia nie da się zrobić szyi kaczki,
Zasypywanie stawów i równanie pagórków nie sprawi, że staną się płaskie.
Niech będzie krótka, niech będzie długa, tak mi odpowiada,
Patrzenie w górę lub w dół – tam powinno być twoje oko.
Tylko dzięki uważnemu myśleniu osiągniesz Drogę,
Bądź jak lisica lub biała krowa w wyborze swojej praktyki.


Na widok kamiennego pomnika bez twarzy na poboczu drogi

Zobaczyłem kamienny posąg bez twarzy i oczu. Obok była płyta, na której nie było żadnych znaków. Napisałem ten wiersz w odpowiedzi na wizję starożytnego artysty.

Kamienny człowiek bez twarzy i oczu;
Jak można pojąć jego zasługi?
Nie wystarczyłoby nawet morze atramentu,
Tylko jeden znak: stela bez żadnego słowa.


Magnolia

Patrząc na liście można by rzec, że persymona.
Ale kiedy zobaczysz jej kwiaty, powiesz, że to lotos.
Cóż za cudowna nieścisłość
Nie mieścić się w żadnej z kategorii!


Tłum. z jęz. ang.: Leszek Wojas