(fragment mowy wygłoszonej przez Xuyuna Deqinga 23 lutego 1953 r. w klasztorze Nefrytowego Buddy w Szanghaju podczas siedmiodniowego odosobnienia czan)

Początkujący zawsze mają dużo złudnych myśli, cierpią z powodu bólu nóg i nie wiedzą, jak w praktyce stosować metodę. W rzeczywistości, dopóki jesteście szczerze skupieni na kwestii życia i śmierci oraz mocno trzymacie swoje huatou, niezależnie od tego, czy chodzicie, stoicie, siedzicie czy leżycie, gdy przez cały dzień od rana do wieczora utrzymujecie uwagę na słowie „kto”1 i jest ono jasne i klarowne jak odbicie jesiennego księżyca w nieruchomej tafli stawu, a przy tym nie popadacie w senność ani niepokój, to dlaczego mielibyście martwić się tym, kiedy osiągnięcie stan buddy?
Jeśli na przykład ogarnia was senność, otwórzcie oczy i unieście nieco biodra, a naturalnie się pobudzicie. Nie trzymajcie huatou zbyt luźno ani zbyt słabo. Przy zbyt słabym trzymaniu huatou łatwo popaść w martwą pustkę2 i senność, w której odczuwa się jedynie spokój i błogość. A w takim momencie nie wolno wam zgubić huatou, bo jedynie trzymając je możecie zrobić jeszcze większy postęp. W przeciwnym razie popadniecie w martwą pustkę i nie dotrzecie do ostatecznego. Z kolei przy zbyt dużym rozluźnieniu łatwo wedrą się rozpraszające myśli, a gdy już pojawią się w umyśle, trudno będzie ujarzmić związane z nimi pobudzenie. Dlatego w czasie praktyki trzeba utrzymywać równowagę pomiędzy szczegółowym a ogólnym3, aby praktyka nabrała mocy, bo tylko wtedy można osiągnąć jedność ruchu i bezruchu.
W przeszłości, kiedy medytowałem w klasztorach takich jak Jinshan4, w chwili gdy prowadzący w sali do medytacji przyspieszył nadawanie tempa5, stopy mnichów aż fruwały – oni naprawdę tam biegali, ale gdy tylko dano sygnał do zatrzymania, zastygali nagle w bezruchu. Nie było mowy o rozproszeniu czy senności. Nasza obecna praktyka medytacji daleko nie dorównuje tamtej.
Gdy wszyscy tak tu siedzicie, nie unoście swego huatou do głowy, bo możecie poczuć oszołomienie. Nie pozwólcie mu również spocząć w klatce piersiowej, bo możecie odczuć tam ból, ani też nie dajcie mu przesunąć się niżej, bo wasze brzuchy ulegną wzdęciu, a wtedy łatwo popaść w stan zamroczenia6, powodujący różnego rodzaju dolegliwości. Wystarczy, że spokojnie skierujecie swą uwagę na słowo „kto” i będziecie to robić tak ostrożnie oraz z takim skupieniem jak kura wysiadująca jajko lub jak kot polujący na mysz. Gdy zbierzecie przy tym wystarczająco dużo siły, korzeń waszego życia7 zostanie natychmiast naturalnie odcięty! Ta metoda z pewnością nie jest łatwa dla początkujących na Drodze, ale musicie stale uważnie praktykować.
Przytoczę tutaj jeszcze inne porównanie: praktykowanie jest jak krzesanie ognia z krzemienia, potrzebna jest do tego metoda. Bez niej, nawet jeśli rozbijecie krzemień, nie otrzymacie ognia. Metoda ta wymaga hubki i krzesiwa. Umieśćcie hubkę pod krzemieniem, a następnie uderzajcie w niego krzesiwem tak długo, aż iskra z kamienia spadnie na hubkę umożliwiając natychmiastowe uzyskanie ognia. To jest bardzo konkretna metoda. Choć teraz wiemy, że nasz umysł jest buddą, to nie możemy tego jeszcze ostatecznie uznać. Dlatego używamy tutaj huatou niczym krzesiwa. Obserwowanie nocnego nieba i ujrzenie na nim jasnej gwiazdy porannej, które spowodowało nagłe oświecenie Czczonego przez Świat (Buddy), miało podobne działanie. Dziś jednak nie znamy dobrze metody krzesania ognia i nie rozumiemy naszej prawdziwej natury. Nasza prawdziwa natura – twoja i moja – w rzeczywistości niczym nie różni się od natury Buddy, jedynie z powodu złudzeń i przywiązań nie możemy osiągnąć wyzwolenia. Dlatego Budda nadal pozostaje Buddą, a my nadal sobą. To, że możemy dziś poznać tę metodę i sami ją stosować, jest niezwykle pomyślną okolicznością.
Mam nadzieję, że każdy z was będzie usilnie dążył do zrobienia kolejnego kroku naprzód z wierzchołka słupa wysokiego na sto stóp8 i każdy zostanie wybrany w procesie wyboru Buddów, aby mógł odwdzięczyć się Czczonemu przez Świat za jego dobroć i przynieść pożytek wszystkim czującym istotom. Jest godne ubolewania, że za przyczyną Dharmy Buddy nie pojawiają się wybitne jednostki tylko dlatego, że nie wszyscy chcą podjąć ten wysiłek. Gdybyśmy głęboko wierzyli w ślubowania złożone przez Yongjia9 oraz Gaofenga Miaozu10, to z pewnością wszyscy osiągnęlibyśmy oświecenie.
Praktykujcie pilnie!
Tłum. z jęz. chiń.: Ewa Skrzek

1. Słowo „kto” jest kluczowym słowem klasycznego huatou „Kto recytuje imię Buddy?”.
2. Częstą pułapką w medytacji czan/sŏn/zen jest popadnięcie w „martwą pustkę”, rodzaj bezruchu, w którym nie rozwija się jasnego wglądu i mądrości (tzw. martwe siedzenie).
3. Dosłownie „szczegółowe w ogólnym, a ogólne w szczegółowym” – to zwyczajowe określenie opisujące optymalny stanu umysłu podczas stosowania metody, który jak struna w instrumencie nie może być ani zbyt luźny, ani zbyt napięty.
4. Jinshan – w 1880 roku Mistrz Xuyun przybył do buddyjskiego klasztoru Jinshan (Złotej Góry) w Zhenjiang w prowincji Jiangsu.
5. Nazywa się to „pobudzeniem kadzidła” – to zwiększenie częstotliwości uderzeń w drewnianą rybę lub dzwonek przez prowadzącego, by medytujący w ruchu przeszli z chodu w swoisty bieg.
6. Stan zamroczenia – odnosi się do odmiennych czy też zaburzonych stanów świadomości, które są opisane w Sutrze Surangama, jako tzw. stany demoniczne lub demony pięciu skand.
8. „Zrobić kolejny krok naprzód z wierzchołka słupa wysokiego na sto stóp” – metafora osiągnięcia bardzo wysokiego poziomu praktyki, przy jednoczesnej konieczności dążenia do zrobienia jeszcze większego postępu. Tego sformułowania jako pierwszy użył Changsha Jingcen (788-868), uczeń Nanquana Puyuana; zostało później rozwinięte m.in. w 46. przypadku Bezbramnej Bramy (Wumen guan/Mumonkan).
9. Yongjia (mistrz czan Yongjia Xuanjue; 665–713) – jeden z wybitnych uczniów Huinenga; złożył cztery wielkie ślubowania i wyraził wielkie pragnienie odbycia długotrwałej praktyki. Jego główne ślubowania koncentrowały się na rozwijaniu bodhicitty dla wszystkich czujących istot, pilnym dążeniu do nieustępliwości w praktyce życie po życiu oraz uzyskania ludzkiego ciała, rozwoju sześciu zmysłów, spotkania z prawdziwą Dharmą i ostatecznie osiągnięcia niezrównanego oświecenia.
10. Gaofeng Yuanmiao (Miaozu) złożył słynną przysięgę: „Jeśli z wielką wiarą i niezłomną determinacją będę pilnie praktykował, a po trzech, pięciu lub siedmiu dniach nadal nie osiągnę pełnego oświecenia, to niech doznam losu wyrwania języka i orania go pługiem”. Odnosi się to do stwierdzenia z Sutry Dawnych Ślubowań Bodhisattwy Ksitigarbhy: „Ten, kto oczernia Potrójny Klejnot lub popełnia inny z czterech złych czynów ust, wpada w piekło orania języków, gdzie jego język wyciągany jest na długość kilku tysięcy stóp i orany pługiem“ (tłum. H. Smagacz, Gdańsk 1992, s. 175-176).