Wojna i medytacja

Mowa wygłoszona przez Leszka Wojasa podczas odosobnienia w Warszawie (18.06.2022)


Jak powiedział pewien mistrz zen: nasze ludzkie życie nie daje nam żadnych gwarancji. Nikt nie daje nam gwarancji życia, bezpieczeństwa czy też realizacji jakichś naszych życiowych planów. Buddyjskim terminem na określenie tego jest „nietrwałość” lub „pustka”. Wydawało się czymś niemożliwym, by w XXI wieku w Europie wybuchła wojna, a jednak wojna w Europie stała się faktem. Mieszkając w Warszawie obecność wojny toczącej się w Ukrainie odczuwa się bardzo wyraźnie. Niemalże co krok słyszy się na ulicach Warszawy język ukraiński czy rosyjski. Organizowane są różne zbiórki. Niedawno na Placu Zamkowym prezentowane były zniszczone rosyjskie czołgi przywiezione z pól bitewnych w Ukrainie. Odczuwałem dużą satysfakcję widząc na ulicach Warszawy śmiejące się beztrosko ukraińskie dzieci, wiedząc, że mogłoby to przecież wyglądać zupełnie inaczej.

Czytałem niedawno refleksje na temat wojny autorstwa Thích Nhất Hạnha, wietnamskiego mnicha, mistrza zen i działacza na rzecz pokoju na świecie. Pozwolę sobie zacytować kilka z tych stwierdzeń: 

Często myślimy o pokoju jako o braku wojny i sądzimy, że jeśli mocarstwa zredukowałyby swoje arsenały broni, mielibyśmy pokój. Ale jeśli głęboko wejrzymy w techniki wojenne, ujrzymy nasze własne umysły – nasze uprzedzenia, obawy i ignorancję. Nawet gdybyśmy przetransportowali wszystkie bomby na Księżyc, korzenie wojny i tak pozostaną tutaj, w naszych sercach i umysłach, i wcześniej czy później wyprodukujemy nowe bomby.

Praktykowanie uważności nie jest przypisane do pozycji siedzącej. Mnich praktykuje uważność podczas nakładania szaty, mycia miski, chodzenia, stania, pochylania się, rozciągania, noszenia wody, rąbania drewna itd. Zgodnie z tą nauką mnisi praktykowali zaangażowany buddyzm w Wietnamie w czasie wojny w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych naszego wieku. Mnisi i mniszki uczestniczyli w niesieniu pomocy uciekinierom, sierotom i rannym. W przypadku wojny mnich nie może jedynie siedzieć w sali medytacyjnej, kiedy wszędzie wokół spadają bomby.

Podstawowym działaniem dla pokoju jest powrót do siebie samego i zaprowadzenie harmonii elementów wewnątrz nas – naszych uczuć, spostrzeżeń i stanów mentalnych. To z tego powodu praktykowanie medytacji, głębokiego wglądu, jest takie ważne.

To ostatnie stwierdzenie mocno mnie zastanowiło. Wydaje się głęboko prawdziwe. Ale jeśli skonfrontujemy je z treścią i przesłaniem wydanej w 1997 roku książki Zen at war (Zen na wojnie) autorstwa Briana Victorii, to pojawiają się pewne pytania. Zacytuję tu fragment napisanego przez Gary Snydera i Nelsona Fostera artykułu na temat tej książki Mgła II wojny światowej, który ukazał się w buddyjskim czasopiśmie ”Tricycle”:

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że książka Zen at war z 1997 roku wstrząsnęła środowiskiem zen. Nawet ci, którzy zdawali sobie wcześniej sprawę z tego, że japoński establishment buddyjski wspierał militarną i imperialistyczną politykę Japonii przed i podczas II wojny światowej, byli zaskoczeni, gdy dowiedzieli się, w jaki dokładnie sposób instytucje zen i ich przywódcy angażowali się w wysiłki wojenne. Najbardziej zdumiewający i przerażający dla nas i wielu innych czytelników był stopień zaangażowania znanych postaci, w tym kilku, skądinąd wysoko cenionych, mistrzów zen.

Nasuwa się tu pytanie: czy w kontekście stwierdzenia Thích Nhất Hạnha można by powiedzieć, że tym japońskim kapłanom zen, wspierającym militarne działania Japonii w okresie wojny na Pacyfiku, brakowało odpowiedniej praktyki medytacyjnej, głębokiego wejrzenia w siebie? Chyba raczej nie. Z punktu widzenia standardów japońskiego zen przeszli oni zapewne odpowiedni trening medytacyjny i posiadali pełne kwalifikacje. Szok wywołany książką Victorii był związany przede wszystkim z tym, że wiele osób praktykujących zen na Zachodzie, ale również i w samej Japonii, było wprowadzanych w tę praktykę w sposób bardzo idealistyczny, z pominięciem pewnej historycznej wiedzy, historycznych faktów. Podobny szok wywołała niedawno informacja, że znany nauczyciel mindfulness był zaangażowany w szkolenie w zakresie pilotażu wojskowych dronów do celów militarnych. Medytacja zen była używana w Japonii do wzmacniania bojowego ducha japońskich żołnierzy, ale w świecie Zachodu buddyzm zen był propagowany i kojarzony jako pokojowa religia niemająca nic wspólnego z przemocą. Medytacja na Zachodzie kojarzyła się zasadniczo z czymś łagodnym i pokojowym.

Każda wojna jest oczywiście w jakiś sposób zakorzeniona w ludzkich pragnieniach, w ludzkich pożądaniach, a jednym z nieodzownych elementów jej prowadzenia jest szeroka działalność propagandowa kierowana do ludzkich jednostek, do ludzkich umysłów. Japońska ekspansja militarna w okresie wojny na Pacyfiku była prowadzona pod hasłami pomocy innym narodom tego obszaru geograficznego i niesienia im pochodni wyższej kultury. W książce Victorii można przeczytać na przykład taki propagandowy cytat: „Poprzez wielkie ofiary państwa i narodu japońskiego wszystkie narody wszystkich państw Dalekiego Wschodu zyskały okazję do przebudzenia się zarówno politycznego, jak i gospodarczego”.

Niemniej w 1946 roku, już po kapitulacji Japonii, Daisetsu Teitaro Suzuki, chyba najbardziej znany propagator japońskiego zen na Zachodzie, napisał artykuł Odnowa świata zen, w którym stwierdza: „W satori jest świat satori. Ale opierając się wyłącznie na nim, nie można zdecydować, czy wojna jest słuszna, czy też nie. W odniesieniu do konfliktów tego świata konieczne jest użycie intelektualnej zdolności rozróżniania”.

Tak jak nikt nie może nam zagwarantować bezpieczeństwa czy zachowania życia, tak też nic nie zwalnia nas od odpowiedzialności za podejmowane przez nas decyzje czy wybory. Medytacja nie jest jakimś cudownym panaceum uwalniającym nas od konieczności podejmowania trudnych decyzji. Ponosimy konsekwencje naszej wiary w słowa innych ludzi, jeśli sami tych słów nie weryfikujemy. Ponosimy też konsekwencje naszych wyborów, jeśli pod wpływem wojennej propagandy angażujemy się w militarne działania bądź też wspieramy je wierząc, że odbywają się one w słusznym celu. Trudno nie odwołać się tu do słynnego fragmentu z mowy do Kalamów wygłoszonej przez Buddę: „nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wiele razy to usłyszeliście”.

Dziękuję za uwagę.


W tekście mowy wykorzystano:
G. Snyder, N. Foster, The Fog of World War II, ”Tricycle”, Summer 2010
Thich Nhat Hanh, Żywy Budda, żywy Chrystus, przeł. R. Bartołd, Poznań 1998
B. Victoria, Zen na wojnie, przeł. M. Kanert, Kraków 2005